lis 07

Przemierzamy więc liniowe poziomy i wypatrujemy skupisk wrogów. Kiedy padnie pierwszy strzał, możemy liczyć na pojawienie się posiłków, więc warto wcześniej znaleźć dogodne miejsce do prowadzenia ostrzału. Wybieganie na środek ulicy z pieśnią na ustach nie jest najmądrzejszym pomysłem, gdyż przewaga liczebna wrogów zmusza do chowania się za elementami otoczenia (nie ma przyklejania się do murków, jeno tradycyjne kucanie), co często pomaga złapać drugi oddech.
Chciałbym, aby w przyszłości Capcom poszedł z RE właśnie w takim kierunku. Stare Residenty już nie wrócą, a tutaj widzę sensowną alternatywę.
Wiele kwestii, które zawadzają na telewizorze, nie przeszkadzały na dwóch ekranach. Jeżeli ktoś podchodzi do Resident Evil: Revelations HD po raz pierwszy, musi się z tym liczyć i pamiętać, że to nie jest edycja HD z PlayStation 2, która rządzi się podobnymi prawami co gry na obecne konsole. Z drugiej strony kilka elementów z przenośnego Revelations chciałbym zobaczyć w „normalnych” Residentach, chociażby dzielenie fabuły na kilkunastominutowe odcinki i pokazywanie akcji w formie serialu. Pozbyłbym się natomiast kompana w kampanii, który psuje nastrój, jest bezużyteczny i gada głupoty, podobnie jak reszta obsady. Lepiej sprawdza się w stuprocentowo strzelankowym trybie Raid, ale wyłącznie dlatego, że wciela się w niego drugi gracz.
Mając nakreślony obraz rozgrywki, wracam do wzmianki o „syndromie oryginalnej wersji”. Co by bowiem nie mówić o Resident Evil: Revelations HD, czy jest taka, czy owaka, to trzeba pamiętać o rodowodzie tej gry. Wydana w zeszłym roku na 3DS-a sprawiła, że posiadaczom konsolki Nintendo uginały się kolana.

Posted by admin on Listopad 7, 2009 | Posted under Bez kategorii
lis 07

– Co? – spytała zdumiona Sachs.
– A tak – powiedział Cooper. I dodał: – My nazywamy to sklepem „Wszystko dla bombiarzy”.
Rhyme podjechał wózkiem bliżej kawałka stalowej obudowy, skręconego jak zmięty papier i patrzył w niego przez dłuższą chwilę.
Potem uniósł wzrok, spoglądając w sufit.
– Ale dlaczego przykleił ją na zewnątrz? – rozmyślał na głos. – Percey mówiła, że zawsze kręci się tam dużo ludzi. A pilot nie obchodzi samolotu przed samym startem, nie ogląda kół czy czegoś takiego?
– Chyba tak – rzekł Sellitto.
– Dlaczego Ed Carney ani drugi pilot tego nie zauważyli?
– Dlatego – odezwała się nagle Sachs – że Trumniarz nie mógł podłożyć bomby, dopóki nie wiedział na pewno, kto będzie w samolocie.
Rhyme odwrócił wózek i podjechał do niej.
– Tak jest, Sachs! Najpierw obserwował. Gdy zobaczył, jak Carney wsiada na pokład, wiedział, że ma przynajmniej jedną z ofiar. Podłożył więc bombę po tym, jak piloci wsiedli, a przed startem samolotu. Musisz się dowiedzieć gdzie, Sachs. I przeszukać to miejsce. Ruszaj.
– Mam tylko godzinę… teraz już nawet mniej – powiedziała ze spokojem Amelia Sachs, idąc w stronę drzwi.
– Jeszcze jedno – zatrzymał ją Rhyme.
Przystanęła.
– Trumniarz jest trochę inny od wszystkich, którymi się dotychczas zajmowałaś. – Jak miał jej to wyjaśnić? – To, co widać, niekoniecznie jest tym, czym się wydaje.
Uniosła pytająco brew. Do rzeczy.
– Pewnie go nie ma na lotnisku Ale jeżeli zobaczysz, że ktoś na ciebie rusza… strzelaj pierwsza.
– Co? – wybuchnęła śmiechem.
– Najpierw martw się o siebie, potem o miejsce, które masz przeszukać.
– Zamierzam tylko zabezpieczać miejsce – powiedziała już od drzwi. – Nie będzie się mną przejmował.

Posted by admin on Listopad 7, 2009 | Posted under Bez kategorii
lis 07

- Co? Nie. Naprawy uszkodzeń są częścią naszego kon­traktu. Nasz kontrahent musi pokryć w pełni koszty regene­racji Boiry, ponieważ nie powiadomił nas o niebezpieczeńst­wach związanych z realizacją zamówienia. -W głosie Bren-dana irytacja mieszała się z zadowoleniem. – Zwrócą nam wszystko. Po prostu… zarabiam na drobne wydatki.
- Na jak długo opiewa twój kontrakt z Cechem Hep-tyckim?
- Do końca waszych badań, plus odwiezienie was do bazy księżycowej Shankill i mój powrót do bazy na Regulusie.
- I nie miałbyś nic przeciwko temu, żeby nas troszkę powozić?
- Gdybyście byli skłonni pokryć koszty…
- Naturalnie. Czy tam można żeglować? Killashandra przełknęła ostatni łyk napoju, a potem ziewnęła.
- Niahal słynie raczej ze sportów zimowych.
- Aha. – Lars wypił bulion do dna, po czym nakrył się kocem elektrycznym i wyciągnął obok Killashandry. – Po­zwól, że pomyślę o tym przez sen. To zna-ko-mii-ty poo-myyy.. .mmm.
Z drugiego snu Killashandra zbudziła się już całkiem wyspana. Spała głęboko i smacznie, a teraz dokuczał jej lekki głód. Żeby nie zbudzić Larsa, ostrożnie zsunęła się z koi i pomknęła do toalety; bała się, że pęcherz jej pęknie. Wzięła prysznic i przebrała się w lekką, kolorową tunikę w pasy, którą lubiła nosić w czasie tranzytu.
Przystanęła przy dwuosobowej koi, by popatrzeć na Larsa – jego rysy nie były już ściągnięte, z czego wniosła, że wkrótce się przebudzi. Ledwie zamknęła drzwi i wyszła do krótkiego korytarzyka, Brendan pośpieszył powiedzieć dzień dobry.
- Naprawdę dobry?
- W każdym razie dzień. Mamy wczesny poranek czasu nihalańskiego.
- No tak, nihalańskiego, byłabym zapomniała. To całe G2… prosto, aż do rana. Daleko jeszcze? – pytała, przygo­towując sobie w kuchni napój wysokokofeinowy.
- Przy mojej obecnej prędkości względnie blisko.

Posted by admin on Listopad 7, 2009 | Posted under Bez kategorii